czwartek, 30 sierpnia 2012

Najlepszy czas na reset


LOG FLOTY FEDERACJI #2353998
DATA: 25.08.2212
SEKTOR DOCELOWY: ARENGAS 126

SKŁAD ZAŁOGI:
Dowódca: Młodszy Chorąży Stan "Orions" Cantry
Oficer Łącznościowy: Mat II Klasy Caroline "Hypatia" Fairfax
Załoga: Załogant III klasy Mark "Combo" Kowalsky
Załoga: Załogant III klasy John "Hermes" Jenkins

WIDEOLOG DOWÓDCY

- No dobrze, wiem, że to Wasza pierwsza misja bez eskorty, ale uwierzcie mi, nie jest tak źle - Orions próbował z całych sił emanować pewnością siebie i spokojem. - Zresztą z takimi wygami, jak Hypatia i ja raczej nic nie może pójść źle.

Combo i Hermes spojrzeli po sobie. Nawet jeżeli w tym momencie naszły ich jakieś niepochlebne myśli na temat swojego dowódcy, to ich nie wypowiedzieli, a przynajmniej nie do intercomu. Hypatia nie była tak powściągliwa i w słuchawkach zabrzmiało drwiące prychnięcie.

"Phantom Duck" ustabilizował się po wyjściu z nadświetlnej. Hypatia odruchowo zaczęła ustawiać sensory i sprawdzać co też tym razem czekało na nich w ramach komitetu powitalnego.

- Myśliwiec na bakburcie! Powtarzam, myśliwiec na bakburcie! - spokojnie zaraportowała.

- Dobra, Combo, lecisz do głównego działa na bakburcie, ja spadam na pomocnicze. Strzelamy na mój sygnał. - Orions był już w połowie drogi do szybu windy na dolny pokład.

- Aye, aye, kapitanie - mimo kilku misji treningowych za pasem, Combo nie był jeszcze przyzwyczajony do skafandra bojowego. Na szczęście panel głównego działa był ledwo kilka metrów od śluzy na mostek. - Gotowy do strzału, kapitanie!

- Ok, już, namierzam, namierzam, mam go! Dobra, odliczam i rozwalamy go. Trzy... Dwa... Jeden... Ognia!

Działa obsługiwane przez Combo i Orionsa wystrzeliły w tej samej sekundzie. W tym samym momencie wrogi myśliwiec również oddał strzał, byl on jednak za slaby, żeby przebić się przez osłony energetyczne "Phantom Duck". Z kolei salwa z dwóch dział Kaczuchy sprawiła, że nieprzyjaciel nie miał szans. Ułamek sekundy wcześniej uderzyła wiązka z pomocniczego lasera i przeciążyła osłony myśliwca. Zanim miały czas się zregenerować, uderzyła wiązka lasera głównego. Widowiskowa eksplozja rozjaśniła na chwilę przestrzeń na bakburcie.

- Dobra robota. - pochwalił Orions, rekalibrując laser na ponowne namierzanie ewentualnych zagrożeń. - Hermes, weź na wszelki wypadek drużynę botów bojowych. Niby jeszcze nie ma po co, ale nigdy nie wiadomo.

- Tak jest, kapitanie. - Hermes po chwili zszedł do stanowiska botów i aktywował drużynę ze stanowiska na bakburcie.

- Uwaga! Nieprzyjaciel na sterburcie! Lewiatan! - krzyknęła przez intercom Hypatia. - Zajmę się nim, ale dobrze by było, żeby ktoś mi tu pomógł.

- Combo, lecisz. Ja się zajmę mostkiem. - Orions wbiegł na mostek i przejął panel sensorów. - Intruz! Powtarzam, intruz na pokładzie! Elarriańscy komandosi! Hermes, są Twoi!

- Niemożliwe, kapitanie! Boty bojowe stwierdziły, że to jest najlepszy moment na reset! Nie ruszę się z nimi nigdzie przez przynajmniej dwie minuty! - Hermes panicznie naciskał przyciski na panelu botów, próbując pominąć niektóre procedury podczas resetu.

- Jaja sobie ze mnie, kurwa, robisz? Przez dwie minuty to oni nam tu zrobią jesień średniowiecza! O, jak nie urok, to sraczka... Uwaga! Wroga fregata na kursie centralnym! Powtarzam, wroga fregata na kursie centralnym! - Orions kazał komputerowi pokładowemu przeliczyć trajektorie zbliżeniowe.

- Orions, mogę się nią zająć, ale wtedy Lewiatan pozostanie bez opieki. - Hypatia najwyraźniej lubiła strzelać z głównych dział.

- Cholera! Kolejny myśliwiec! Powtarzam, wrogi myśliwiec na bakburcie! Combo, zajmij się nim!

- Aye, kapitanie! Mam energię w reaktorze, czyli jest po nim, tylko jeszcze tego nie wie - Combo uśmiechnął się wrednie.

W tym czasie komputer pokładowy "Phantom Duck" zdążył przeliczyć trajektorie zbliżeniowe wrogich jednostek. Myśliwiec i fregata były bardzo blisko, natomiast Lewiatan wyskoczył z nadprzestrzeni w dużej odległości od Kaczuchy.

- No dobra, jest pomysł - Orions przeliczył coś szybko. - Hermes, lecisz na mostek i kasujesz fregatę. Combo, zakładam, że myśliwiec na bakburcie lada moment będzie wspomnieniem. I teraz uwaga, najważniejsza część planu - Hypatia, musimy koniecznie wcześniej skoczyć do domu. Dasz radę?

- Jasne, ale wtedy muszę zejść ze sterburty i zostawić Lewiatana.

- Wiem, taki jest plan. Jeżeli wcześniej skoczymy, Lewiatan nie zdąży nas zmasakrować. Przynajmniej nie tak bardzo. Powinniśmy przeżyć - w głosie Orionsa zabrzmiało coś w rodzaju delikatnego optymizmu.

- Aye, kapitanie - Hypatia zwolniła stanowisko głównych laserów. - Idę w takim razie przestawiać napęd nadświetlny. Będziemy skakali za...

Przerwał jej głośny huk dochodzący z dolnego pokładu. To Elarriańscy komandosi, niezagrożeni, chodzili od kabiny do kabiny i demolowali co się dało. Wpadli do stanowiska głównego lasera dosłownie kilka sekund po tym, jak Hypatia przeleciała na mostek. Dowódca komandosów zajął się generatorem osłon, zaś swojej drużynie wskazał stanowisko lasera.

- Jak to się ma do Twojego planu, kapitanie? - Combo nie wyglądał na szczególnie przekonanego co do swoich szans na przeżycie tej misji.

- Rób swoje. Takie drużyny mają zwykle bardzo krótkie okienko czasowe na abordaż, zaraz będą musieli spadać na okręt desantowy, który gdzieś tu się kryje. Mam nadzieję, że nie zdążą nas rozwalić zanim to się stanie - Orions wykrzywił twarz w grymasie frustracji. - Musimy koniecznie zdjąć tę fregatę, no i Hypatia musi nas wcześniej puścić w nadświetlną, inaczej Lewiatan nas poskłada. Hermes, jak Ci idzie?

- Fregata oberwała już dwa razy z głównego lasera, kapitanie. Jeszcze raz i powinna być wspomnieniem. - Hermes zostawił resetujące się boty w ich stacji, nie chcąc czekać z obsadzeniem głównego działa.

- No dobra, to teraz tylko kwestia wczesnego skoku. Trzymam kciuki, Hypatia. Ale tak w ogóle to zero stresu, hehe.

- No, jasne - Hypatia była już w komorze reaktora i zmieniała ustawienia hipernapędu. - Żeby Was wszystkich pokręciło...

Dalsza część misji przebiegła zasadniczo zgodnie z planem Orionsa. Najpierw myśliwiec na bakburcie nie wytrzymał ciągłego ognia głównego działa Combo. Chwilę potem fregata na kursie centralnym rozpadła się po trzeciej salwie Hermesa. Komandosi zniszczyli w zasadzie wszystko co mogli na górnym pokładzie po czym ewakuowali się na swój okręt desantowy. Tymczasem Lewiatan zbliżał się nieubłaganie i ustawiał na pozycji do salwy ze wszystkich dział. Na szczęście Hypatia poprawnie obliczyła parametry przyspieszonego skoku i "Phantom Duck" wszedł w nadprzestrzeń kilkanaście sekund przed tym, jak Lewiatan odpalił główne baterie plazmowe.


Kolejna ciekawa misja. Graliśmy w cztery osoby, z czego dla dwóch była to pierwsza misja na normalnym poziomie trudności. Zasadniczo wszystko szło dobrze do momentu pojawienia się Komandosów na pokładzie. Teoretycznie mieliśmy aktywowane boty bojowe (na górnej niebieskiej), ale osoba prowadząca te boty nie miała ani jednej czerwonej strzałki, żeby dojść do wroga. Co gorsza, nie dostała tej strzałki również w kolejnym etapie gry... a dodatkowo przez kilka minut nie było ani jednego transferu danych. Jak pech, to pech. Pozwoliliśmy w takim razie Komandosom swobodnie buszować po pokładzie i zajęliśmy się resztą zagrożeń. Tyłek uratowała nam oczywiście zdolność hipernawigatorska Hypatii. zaczynam się przekonywać do tej specjalności, hehe.

Tego dnia ukuło się również klasyczne już powiedzenie dotyczące Space Alerta. Otóż zdarza się tak, że przez pierwsze 2-3 minuty misji nic wrogiego na nas nie wychodzi i tylko nerwowo czekamy. Problem polega na tym, że równowaga musi być, więc w takim przypadku później wychodzi wszystko na raz. No a jak wychodzi wszystko na raz, to nie ma kto się tym wszystkim zająć i jest generalnie źle. Po dwóch czy trzech takich misjach uznaliśmy, że:

"W tej grze suspens zabija. Dosłownie."


Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza